Spotkali się, prawie przypadkiem... przejazdem... poza miastem... ot zwykły bar dla kierowców chcących przekąsić co nie co w drodze do celu... co by tu... przekąsić... Tak tak... zwykłe spotkanie znajomych... uroczo... przyjacielsko.. rozmowa o pracy, biznesie, domu... Minuty mijają... przeradzają się w godziny... późna noc na stała... w barze pozostali już tylko oni. frytki zjedzone, cola wypita... "Pora się zbierać" powiedzieli niemal jednocześnie.
Nie wie dlaczego, ale pojechał za Nią. Nie skręcił w swoją stronę. W zasadzie cały wieczór myślał tylko o tym, jakby to było zatopić się w jej usta w gorącym pocałunku... złapać za biodra i... jechał dalej. Zauważyła to... nie pojechała do siebie... skręciła w bok... w mniej uczęszczaną ulicę. coraz miej domów... coraz więcej łąk i lasów... coraz więcej gwiazd widać. Kolejny skręt... tu już domów nie było... z każdej strony szumiały trawy, zboża... las niedaleko... Zatrzymała się.
"Dlaczego za mną jedziesz"? Zapytała zbliżając się do niego. Wysiadł... "Nie wiem... tak jakoś". Cóż miał odpowiedzieć? Lekko skrępowany uśmiech... coraz bliżej... cóż... dłużej nie dało się czekać. Złapał ją za biodra i przyciągną do siebie... nie opierała się.
Już dawno nikogo tak namiętnie nie całował... oparci o samochód oddawali się surowej, pierwotnej żądzy namiętności... czuła go coraz bardziej, jak przyciskał ją do samochodu. Łapał ją mocno za pośladki... ściskał... tarmosił... rozpięła mu spodnie... jak tylko opadły złapała w dłonie jego... był już twardy... gotowy.... odwrócił ją tyłem... ściągną jej spodenki... palcami pieścił jej... była tak wilgotna... wypięła się... jego penis wcisnął się między pośladki... góra... dół... coraz twardszy... ale jeszcze nie teraz... jeszcze nie czas by wejść...
Otworzył drzwi, szybko wskoczyli do środka... nie namyślając się długo zanurkował pomiędzy jej uda... nie chciała, opierała się... podobno nie lubi tak... ale tylko przez chwilę. Z lubością zatopił w niej język by zlizywać słodycz... mocno... ostro... ssał... gryzł... wiła się na tylnim siedzeniu samochodu... z trudem łapała oddech...
Czas go dosiąść... odepchnęła jego głowę spomiędzy swoich ud i wsiadła na niego z całą mocą. Oboje na chwilę wstrzymali oddech... czas się zatrzymał.... pomału... głębiej... głębiej... mocniej.... jej jędrne piersi falowały przed jego twarzą... podgryzał je... ssał... całował... mocniej... mocniej... szybciej...
Gwiazdy nadal tam były... trawy szumiały... "Pora się zbierać"... jednak teraz brzmiało to jak... "Nstępnym razem będzie jeszcze bardziej..."





