środa, 14 czerwca 2017

"ŁOWCA" (II)

„Łowca”
Część II


To był mój ulubiony dzień w miesiącu. Początek pełni Księżyca. Nie wiem czemu, ale w te dni czuję się wyjątkowo nienasycona. Nie to, że miałabym ochotę rozebrać się do naga i wpatrywać się w tą wielką, jasną kulę.  Im dłużej o tym myślałam, tym ten pomysł wydawał mi się mniej absurdalny. 
Nalałam sobie lampkę czerwonego wina. Wieczorny napój bogów. Już po chwili błogie ciepło rozeszło się po całym moim ciele. Wyszłam na balkon. 

Wiatr lekko rozwiewał moje włosy . A Księżyc nadal patrzył. Zapragnęłam być niczym mityczna kochanka i cała skąpać się w jego poświacie. Powoli zsunęłam bluzkę. Usłyszałam dziwny hałas. Na ulicy naprzeciwko stał jakiś mężczyzna i wpatrywał się w mój balkon. I we mnie. W pierwszym odruchu chciałam się zakryć, ubrać, zawstydzić. Ale zaraz potem pomyślałam, że przedstawienie musi trwać. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Zmysłowym ruchem zsunęłam spódnicę. On tam nadal był. Rozpięłam stanik i pozwoliłam by wiatr lizał moje sterczące sutki. 

Mężczyzna opuścił dłonie na wysokości krocza… było ciemno, ale zauważyłam, że wyjął coś ze spodni. To niemożliwe, pomyślałam. Ja choć prawie naga, byłam w bezpiecznej enklawie swego domu. On zaś stał tam na ulicy i bawił się swoim… Jęknęłam cicho z rozkoszy. Odwróciłam się plecami i delikatnie się pochylając, zdjęłam majtki. Robiłam to tak, by tajemniczy nieznajomy mógł zobaczyć jak najwięcej.  Nie czułam już wstydu. Tylko ogromną chęć by kimkolwiek był, wdarł się do mnie, we mnie i doprowadził mnie do ekstazy. Cichutko zachichotałam. Bawił mnie ten trójkącik. On, Księżyc i ja. 

Odwróciłam się tak by widział moje nabrzmiałe pożądaniem piersi. Wsunęłam palec do ust i powoli zaczęłam go ssać. Nieznajomy zaczął coraz szybciej poruszać ręką. Przez chwilę jakbym widziała długi, jasny kształt. Drugą dłonią zaczęłam się pieścić. Robiłam to tak intensywnie, że musiałam  przytrzymać się barierki. Było mi dobrze. Poddawałam się temu szaleństwu i zupełnie nie obchodziło mnie czy ktoś mnie zobaczy lub usłyszy moje jęczenie. Patrzyłam na mężczyznę, próbując dostrzec jego twarz, ale było zbyt ciemno. Zresztą nie liczyło się dla mnie jak wygląda, ale to że mogłabym teraz poczuć go w sobie, sztywnego i pulsującego pożądaniem. Poczułam, że dochodzę. Gorące soki popłynęły po moich udach, nie mogłam powstrzymać tej kaskady. Kątem oka, spostrzegłam, jak nieznajomy wygina się w spazmach. 

Resztką sił, udałam się do łazienki. Przeszło mi jeszcze tylko przez myśl, że tak, pełnia Księżyca to najlepsze dni w miesiącu.

wtorek, 6 czerwca 2017

„ŁOWCA”

„ŁOWCA”
Część I

Nic nie zapowiadało, że to będzie taki dzień. Obudziłam się wcześniej, niż zwykle. Promienie słońca ślizgały się po lustrze. Poczułam nieodpartą chęć by pogłaskały moje ciało. Odsunęłam kołdrę. Powoli podniosłam koszulkę do góry. Nie musiałam długo czekać. Nabrzmiałe sutki sterczały niczym wulkan przed erupcją. Uwielbiam ten widok. Jest doskonały. Mogłabym tak patrzeć godzinami. Moje spragnione palce już wędrowały w ich stronę. To jak igranie z ogniem. Im dłużej dotykasz, tym ryzyko rośnie. Ale musiałam. Chociaż je musnąć. Druga dłoń zaczęła się zsuwać niżej. Nie chciałam tego… Wiedziałam, że to oznacza spóźnienie do pracy, wypieki i rozchylone przez godzinę usta. Poszłam pod prysznic. Stojąc w drzwiach, pomyślałam o tych drobnych kropelkach . Zaczęłam ocierać się o framugę. Mhmmm... nie…nie… Tylko szybki prysznic…. Założyłam stanik i sukienkę. Może dziś nie założę majtek? Pożar między udami podpowiadał mi, że to nie jest dobry pomysł.

Ułożyłam włosy. Czerwone szpilki błagały bo to był ich dzień. Idąc do pracy, czułam, że moje biodra kołyszą się bardziej niż zwykle. Nie mogłam nad tym zapanować. Sama znam ten typ kobiet. Patrzących przymrużonym wzrokiem, z rozchylonymi ustami, które aż proszą żeby coś wsunąć między te wilgotne wargi… a każdy ich krok jest jak prośba o rozkosz. Tak też się czułam tego dnia. Cudowny jest ten stan. Jakby każdy mój krok mówił… Patrz na mnie… Chodź za mną… I wejdź we mnie… W takie dni do pracy jeżdżę tramwajem. Mam ochotę poocierać się o mężczyzn. Wiem, że to grzeszne. Że tak nie wolno. Ale jestem młoda... jędrna… spragniona... To może to nie jest aż takie złe. 

Wreszcie dotarłam. Doprowadziłam przy tym kilku pryszczatych studentów prawie do erekcji. Lubię to ich zagubione spojrzenie, pełne niedowierzania, że tak,  już za chwilę w tym zatłoczonym pojeździe , pełnym ludzi, mogą mieć wytrysk. Gdy weszłam  do firmy, pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałam było moje biurko. Ktoś kto je projektował myślał albo o niezliczonej ilości segregatorów i wielkim monitorze… albo o orgii. Siadając spojrzałam na moje czerwone szpilki… Jestem taka gotowa... może się dotknę… jeszcze nikogo nie ma…Tylko…paluszkiem…koniuszkiem…leciutko… Tylko trochę... mocniej... szybciej… Usłyszałam śmiechy na korytarzu. Musiałam przestać…

By Moonlight Kitten