„Łowca”
Część II
To był mój ulubiony dzień w miesiącu. Początek pełni Księżyca. Nie wiem czemu, ale w te dni czuję się wyjątkowo nienasycona. Nie to, że miałabym ochotę rozebrać się do naga i wpatrywać się w tą wielką, jasną kulę. Im dłużej o tym myślałam, tym ten pomysł wydawał mi się mniej absurdalny.
Nalałam sobie lampkę czerwonego wina. Wieczorny napój bogów. Już po chwili błogie ciepło rozeszło się po całym moim ciele. Wyszłam na balkon.
Wiatr lekko rozwiewał moje włosy . A Księżyc nadal patrzył. Zapragnęłam być niczym mityczna kochanka i cała skąpać się w jego poświacie. Powoli zsunęłam bluzkę. Usłyszałam dziwny hałas. Na ulicy naprzeciwko stał jakiś mężczyzna i wpatrywał się w mój balkon. I we mnie. W pierwszym odruchu chciałam się zakryć, ubrać, zawstydzić. Ale zaraz potem pomyślałam, że przedstawienie musi trwać. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Zmysłowym ruchem zsunęłam spódnicę. On tam nadal był. Rozpięłam stanik i pozwoliłam by wiatr lizał moje sterczące sutki.
Mężczyzna opuścił dłonie na wysokości krocza… było ciemno, ale zauważyłam, że wyjął coś ze spodni. To niemożliwe, pomyślałam. Ja choć prawie naga, byłam w bezpiecznej enklawie swego domu. On zaś stał tam na ulicy i bawił się swoim… Jęknęłam cicho z rozkoszy. Odwróciłam się plecami i delikatnie się pochylając, zdjęłam majtki. Robiłam to tak, by tajemniczy nieznajomy mógł zobaczyć jak najwięcej. Nie czułam już wstydu. Tylko ogromną chęć by kimkolwiek był, wdarł się do mnie, we mnie i doprowadził mnie do ekstazy. Cichutko zachichotałam. Bawił mnie ten trójkącik. On, Księżyc i ja.
Odwróciłam się tak by widział moje nabrzmiałe pożądaniem piersi. Wsunęłam palec do ust i powoli zaczęłam go ssać. Nieznajomy zaczął coraz szybciej poruszać ręką. Przez chwilę jakbym widziała długi, jasny kształt. Drugą dłonią zaczęłam się pieścić. Robiłam to tak intensywnie, że musiałam przytrzymać się barierki. Było mi dobrze. Poddawałam się temu szaleństwu i zupełnie nie obchodziło mnie czy ktoś mnie zobaczy lub usłyszy moje jęczenie. Patrzyłam na mężczyznę, próbując dostrzec jego twarz, ale było zbyt ciemno. Zresztą nie liczyło się dla mnie jak wygląda, ale to że mogłabym teraz poczuć go w sobie, sztywnego i pulsującego pożądaniem. Poczułam, że dochodzę. Gorące soki popłynęły po moich udach, nie mogłam powstrzymać tej kaskady. Kątem oka, spostrzegłam, jak nieznajomy wygina się w spazmach.
Resztką sił, udałam się do łazienki. Przeszło mi jeszcze tylko przez myśl, że tak, pełnia Księżyca to najlepsze dni w miesiącu.


