wtorek, 6 czerwca 2017

„ŁOWCA”

„ŁOWCA”
Część I

Nic nie zapowiadało, że to będzie taki dzień. Obudziłam się wcześniej, niż zwykle. Promienie słońca ślizgały się po lustrze. Poczułam nieodpartą chęć by pogłaskały moje ciało. Odsunęłam kołdrę. Powoli podniosłam koszulkę do góry. Nie musiałam długo czekać. Nabrzmiałe sutki sterczały niczym wulkan przed erupcją. Uwielbiam ten widok. Jest doskonały. Mogłabym tak patrzeć godzinami. Moje spragnione palce już wędrowały w ich stronę. To jak igranie z ogniem. Im dłużej dotykasz, tym ryzyko rośnie. Ale musiałam. Chociaż je musnąć. Druga dłoń zaczęła się zsuwać niżej. Nie chciałam tego… Wiedziałam, że to oznacza spóźnienie do pracy, wypieki i rozchylone przez godzinę usta. Poszłam pod prysznic. Stojąc w drzwiach, pomyślałam o tych drobnych kropelkach . Zaczęłam ocierać się o framugę. Mhmmm... nie…nie… Tylko szybki prysznic…. Założyłam stanik i sukienkę. Może dziś nie założę majtek? Pożar między udami podpowiadał mi, że to nie jest dobry pomysł.

Ułożyłam włosy. Czerwone szpilki błagały bo to był ich dzień. Idąc do pracy, czułam, że moje biodra kołyszą się bardziej niż zwykle. Nie mogłam nad tym zapanować. Sama znam ten typ kobiet. Patrzących przymrużonym wzrokiem, z rozchylonymi ustami, które aż proszą żeby coś wsunąć między te wilgotne wargi… a każdy ich krok jest jak prośba o rozkosz. Tak też się czułam tego dnia. Cudowny jest ten stan. Jakby każdy mój krok mówił… Patrz na mnie… Chodź za mną… I wejdź we mnie… W takie dni do pracy jeżdżę tramwajem. Mam ochotę poocierać się o mężczyzn. Wiem, że to grzeszne. Że tak nie wolno. Ale jestem młoda... jędrna… spragniona... To może to nie jest aż takie złe. 

Wreszcie dotarłam. Doprowadziłam przy tym kilku pryszczatych studentów prawie do erekcji. Lubię to ich zagubione spojrzenie, pełne niedowierzania, że tak,  już za chwilę w tym zatłoczonym pojeździe , pełnym ludzi, mogą mieć wytrysk. Gdy weszłam  do firmy, pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałam było moje biurko. Ktoś kto je projektował myślał albo o niezliczonej ilości segregatorów i wielkim monitorze… albo o orgii. Siadając spojrzałam na moje czerwone szpilki… Jestem taka gotowa... może się dotknę… jeszcze nikogo nie ma…Tylko…paluszkiem…koniuszkiem…leciutko… Tylko trochę... mocniej... szybciej… Usłyszałam śmiechy na korytarzu. Musiałam przestać…

By Moonlight Kitten

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz